O nas Pastor
czerwiec 2017
P W Ś C Pt S N
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
N Cze 25 @10:00 - 12:00
Nabożeństwo niedzielne
Śr Cze 28 @18:00 - 19:00
Nabożeństwo środowe
N Lip 02 @10:00 - 12:00
Nabożeństwo niedzielne

Pastor

Pastor Marek Budziński

Do Zboru warszawskiego po raz pierwszy trafiłem podczas prowadzonej w 1976 r. przez br. K. Bednarczyka wycieczki. Miałem wtedy 10 lat. Wizyta ta szczególnie zapadła mi w pamięć, gdyż właśnie wtedy zrodziło się we mnie dziecięce pragnienie zostania sługą Jezusa Chrystusa.

Kończąc szkołę podstawową byłem już pewny, że po maturze będę studiował teologię lub historię, a najlepiej jednocześnie jedno i drugie. Okres szkoły średniej wspominam jako czas fascynacji literaturą chrześcijańską, którą czytałem, rozdawałem i sprzedawałem na ulicach miast z tzw. "stolika". W 1982 roku postanowiłem zamanifestować moją wiarę w Jezusa i wyrazić to w chrzcie. Odbył się on w Orzeszu, chrzcił prezb. A. Piasecki, ówczesny pastor zboru w Warszawie. Myślę, że nawet nie przypuszczał, że chrzci swojego następcę. W 1986 roku przybyłem po zdanych egzaminach do Warszawy, gdzie rozpocząłem studia w Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej. Nie przypuszczałem, że tak się złoży, iż od tego czasu zostanę praktycznie na stale związany ze zborem na Waliców. W okresie studenckim służyłem tam pracując z młodzieżą, organizowałem koncerty w tzw. sali kolumnowej oraz czasami wygłaszałem krótkie kazania. Prawdziwą próbę przeszedłem w 1988 roku. Prezbiter A. Piasecki zaproponował mi miesięczną służbę w Zborze podczas jego nieobecności w okresie wakacyjnym. Od tej chwili czas jakby przyśpieszył: nagła śmierć prezb. A. Piaseckiego na początku 1990 r., prośba Rady Zboru, abym pomagał służąc w zborze do momentu znalezienia nowego pastora, końcowe egzaminy na studiach, księgarnia z literaturą chrześcijańską, którą prowadziłem w wynajętym sklepie wraz z br. M. Wiazowskim. Nawet wtedy nie planowałem zostać kaznodzieją w zborze, tym bardziej warszawskim. Byłem przekonany, że muszę służyć Jezusowi w różnych miejscach, ale w końcu wrócę do Katowic, za którymi prawdziwie tęskniłem. Bóg jednak chciał inaczej. Po zdanym egzaminie magisterskim i ślubie z Renatą Gajewską z Warszawy, Zbór w grudniu 1991 roku wybrał mnie na swojego kaznodzieję. Miałem wtedy 25 lat i do dziś zastanawiam się, jak do tego doszło? Zbór z tradycjami, pełen wyróżniających się członków działających w różnych agendach Kościoła, powołał niedoświadczonego młodego człowieka. Słyszałem z różnych stron. i środowisk, że popełniono błąd, jednak wtedy jeszcze bardziej słyszałem słowa apostoła Pawła: "...kiedy jestem słaby, wtedy jestem mocny" - oczywiście mocą Jezusa.

Przez pierwszych pięć lat służyłem w myśl zasady ap. Pawła: służę, ale także pracuję, aby nic nikomu nie być winny. Tak więc, obok regularnej służby w zborze, pracowałem w szkole i w księgarni chrześcijańskiej. Ciągle miałem przeświadczenie o tymczasowości mojego kaznodziejstwa w zborze warszawskim. Służyłem jakby w cieniu Rady Zboru, otoczony swego rodzaju parasolem ochronnym, ograniczony silnie osadzoną od wielu lat pozycją starszych. W połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku w zborze nasiliły się głosy wzywające do powołania doświadczonego pastora. Przyznam szczerze, że nie protestowałem. W 1996 roku odbyło się spotkanie członkowskie, podczas którego ponownie zastanawiano się nad wyborem nowego kaznodziei. Siedząc w mieszkaniu czekałem na decyzję, gotowy do opuszczenia miejsca mojej pierwszej służby. Także tym razem Bóg zdecydował, że mam zostać. Uświadomiłem sobie wtedy, że moja służba wzbudza liczne kontrowersje wśród zborowników. Postanowiłem, że będę służył jeszcze jakiś czas. Kiedy miałem 30 lat, zostałem wybrany na przewodniczącego Rady Zboru. Bóg wlał w moje serce pragnienie służby misyjnej, w myśl zasady: "przez dzieci do rodziców oraz decentralizację zboru przez tworzenie placówek i punktów misyjnych". Do dziś mam mapę odręcznie wykonaną przez prezb A. Kircuna, na której zaznaczył miasta w okolicach Warszawy, do których docierał lub planował dotrzeć. Bóg sprawił, że jego pragnienie mogło się częściowo realizować przez powstawanie w zaznaczonych przez niego miejscach nowych zborów.

Pod. koniec lat dziewięćdziesiątych zacząłem przygotowania do powrotu na Śląsk. Nauczony podczas studiów, że pastor powinien być co najwyżej 10 lat w jednym zborze, przygotowywałem się do wyjazdu. Bóg ponownie zmienił moje plany. Dzień planowanej przeprowadzki zamienił na trudną operację na oddziale neurochirurgii. Być może w ten właśnie sposób kształtował moje wnętrze tak, aby nie moje pragnienia, ale Jego wola była najistotniejsza. Po udanej operacji usunięcia guza tętniczego mózgu i prawie półrocznej rekonwalescencji wróciłem do Zboru z wielkimi nadziejami. Byłem wdzięczny Zborowi, że nie zostawił mnie i mojej rodziny w trudnych doświadczeniach. Wierzyłem, że mogę z Bożą pomocą czynić jeszcze więcej. Jednak stało się inaczej. Krótko po moim powrocie liczna grupa młodzieży, z którą wiązałem plany misyjne, zafascynowana nowymi prądami charyzmatycznymi, opuściła zbór. Pytałem Boga, dlaczego podarował mi życie, którym, jak rozumiałem, miałbym Mu służyć, a teraz odbiera zborowi awangardę młodych? Czułem swoją słabość i właśnie wtedy szczególnie prosiłem w modlitwie o Bożą wolę dla zboru. Bóg jeszcze raz pokazywał, że służyć,. to docierać do najbardziej opuszczonych. Nie zapomnę widoku dzieci, które w potężnej ulewie bawiły się na ulicy koło zboru. Właśnie wtedy Bóg pokazał mi, że do nich mam dotrzeć. Trochę zapomniany plan działania powrócił: "przez dzieci do rodziców".

W 2004 roku otworzyłem Świetlicę Środowiskową dla tzw. "dzieci ulicy", wspólnie z Katarzyną Andrzejewską zorganizowaliśmy punkt katechetyczny. Chociaż stan liczebny zboru się obniżył, to jednak cieszyłem się z powstania kilku nowych zborów baptystycznych w Warszawie, a także w Otwocku i Mińsku Mazowieckim, gdzie trzon stanowili dawni członkowie zboru w Warszawie z tzw. "Walicowa". Proces decentralizacji się rozwijał, idąc tą drogą pod koniec pierwszej dekady XXI wieku z Bożą pomocą otworzyliśmy dwie nowe placówki: w Grodzisku Mazowieckim oraz w Końskich.

Prowadząc pracę w zborze zawsze zastanawiałem się, w jaki sposób dotrzeć do lokalnych władz miejskich. W 2006 roku Pan Bóg pozwolił mi nawiązać dobre relacje z Urzędem Miasta. Wraz ze zborem rozpocząłem wspólne działania na rzecz lokalnego środowiska, na przykład przez niesienie pomocy charytatywnej oraz organizowanie wspólnych działań kulturalnych. Jednym z takich działań była organizacja cyklicznych festynów. Podziałało to mobilizująco na członków zboru, którzy zaangażowali się w różne dziedziny pracy misyjnej np.: zespół muzyczny prowadzący pieśni uwielbienia, chór z profesjonalnym repertuarem, służba seniorów przy "codziennie otwartych drzwiach kościoła" oraz "misyjnej kawiarenki" przed kościołem, prowadzonej przez kobiety. Zbór odwiedziło w tym czasie liczne grono sąsiadów mieszkających obok kaplicy. Głównym hasłem tych działań było przesłanie: Szukaj prawdy w Słowie Bożym.

Ważną dziedziną pracy, jaką prowadziłem w zborze, była opieka nad seniorami. Zawsze byłem szczęśliwy, że służę w zborze wielopokoleniowym. To oczywiście wiązało się ze stopniowym lecz nie gwałtownym procesem zmian, na przykład w formie nabożeństw czy też w wystroju kaplicy. Niektórzy negowali moje przeświadczenie o służbie opartej na robieniu tzw. "małych kroków" a nie rewolucji. Dziś dostrzegam błogosławieństwo, jakie płynie z modlitw seniorów, którzy wykazali otwartość na zmieniające się czasy. Stałe spotkania osób 60+ zwane Herbatką Seniora, co do których mam pragnienie, aby programowo zmierzały do formuły Uniwersytetu Trzeciego Wieku, niosą nowe możliwości dotarcia z ewangelią do mieszkających obok naszego kościoła sąsiadów.

Podsumowując moje 20 lat służby w perspektywie 140 lat baptyzmu w Warszawie mogę napisać, że dziś jestem już innym człowiekiem, w dużej mierze wyposażonym przez bagaż doświadczeń nabytych w społeczności zboru warszawskiego. Mam świadomość, że pomimo licznych prób i doświadczeń, jakie przechodził zbór w ostatnich dwóch dekadach wolnej Polski, Pan Bóg pozwolił mu zachować ewangeliczne, oparte na Słowie Bożym oblicze. Mnogość nowych prądów religijnych, z jakimi zetknął się zbór, nie zmieniły wartości wyznawanych przez społeczność baptystyczną z "Walicowa".

Pokolenia wierne Bogu, zbudowane na Chrystusie - to najlepsza w moim rozumieniu charakterystyka braci i sióstr zboru warszawskiego.

Wierzę, że Bóg nadal będzie kierował zborem warszawskim, wykorzystując do tego powołanych przez siebie pracowników.

Copyright © 2010 www.baptysci.waw.pl. All Rights Reserved.