Media Czytelnia Świadectwa HISTORIA CHÓRU WARSZAWSKIEGO
listopad 2017
P W Ś C Pt S N
30 31 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 1 2 3
Śr Lis 22 @18:00 - 19:00
Nabożeństwo środowe
Śr Lis 22 @19:15 - 20:15
Kurs Alfa - edycja ósma
N Lis 26 @10:00 - 12:00
Nabożeństwo niedzielne
Śr Lis 29 @18:00 - 19:00
Nabożeństwo środowe
Śr Lis 29 @19:15 - 20:15
Kurs Alfa - edycja ósma
N Gru 03 @10:00 - 12:00
Nabożeństwo niedzielne

HISTORIA CHÓRU WARSZAWSKIEGO

16 września 2007 odbyło się w Warszawie spotkanie byłych i obecnych chórzystów. Jestem ostatnią żyjącą chórzystką, która śpiewała już przed drugą wojną światową.
Nie mogłam uczestniczyć w tym spotkaniu, gdyż byłam zaziębiona i nie chciałam nikogo zainfekować. Jestem starym członkiem zboru warszawskiego (należę 68 lat), od małej dziewczynki uczestniczyłam w życiu zborowym i jestem trzecim pokoleniem baptystów w mojej rodzinie.

Cofnę się trochę w czasie. Po pierwszej wojnie światowej, kiedy powstał samodzielny zbór w Warszawie, powstał także chór. Należała do niego moja mama i moje dwie ciotki, a dyrygentem był Mieczysław Cynke – mój brat cioteczny, najstarszy wnuk dziadka Karlego, założyciela zboru w Warszawie.
Kiedy miałam 14 lat, a moja siostra 12 i gdy nie chciałyśmy już chodzić do szkółki niedzielnej, zaproponowano nam śpiewanie w chórze. Wcześniej śpiewał już w nim mój brat Eugeniusz, a także ciocia Amelia Kubik i jej mąż Gustaw.
Chór był dość duży z pięknymi sopranami, altami, tenorami i basami. Nabożeństwa w tym czasie odbywały się dwa razy w niedzielę: o godz. 10.00 i 16.00. Na obydwóch nabożeństwach śpiewał chór dwa razy. Raz w miesiącu odbywały się nabożeństwa młodzieżowe z udziałem starszych członków i zaproszonych gości. Razem z chórem występowali soliści, duety, recytowane były wiersze.
Mając 10 lat zaczęłam uczyć się z moją siostrą gry na fortepianie, a nasz starszy brat grał na skrzypcach. Gdy nauczyłam się grać, zaczęłam akompaniować na fortepianie pieśniom solowym i duetom. Często, w czasie nabożeństw młodzieżowych, grałyśmy z siostrą na cztery ręce. Poranne nabożeństwa były spokojne, bez orkiestry i bębnów, natomiast młodzieżowe były urozmaicane deklamacjami i naszą orkiestrą. W tej orkiestrze grałam na fortepianie. Dyrygentem, w tym czasie, był pan Matejko, który przyjechał z Łodzi. Był to wspaniały dyrygent, energiczny i wymagający, ale bardzo sympatyczny. W tym czasie chór i orkiestra stały na wysokim poziomie artystycznym. Pamiętam takie nabożeństwo, kiedy chór z towarzyszeniem orkiestry zaśpiewał Alleluja Haendla. Było to coś pięknego, a słuchacze odczuwali dreszcze z wrażenia, ale jak skończyliśmy, to nie było oklasków, tylko zapanowała cisza, bo wszyscy przeżywali te dźwięki. Był to dla nas największy aplauz.
Śpiewaliśmy i graliśmy do końca wojny. Niestety, po powstaniu warszawskim zbór się rozproszył, a tym samym i chór. Zaraz po wojnie nie mieliśmy ani kaplicy, ani chóru. Nabożeństwa odbywały się gościnnie. Gdy dostaliśmy salę na ul. Chmielnej, zaraz powstał chór. Przybyło członków, a dyrygentem był wtedy br. Wojnarowski.
W 1960 roku został wybudowany kościół przy ul. Waliców i na otwarcie kościoła mieliśmy już piękny chór, dyrygentem był br. Wiktor Radomski. Śpiewali w nim zarówno starsi członkowie, jak i nowi po przyjęciu chrztu, a także młodzież z innych miast. Ja przestałam śpiewać, choć bardzo tego żałowałam, ale mieszkałam pod Warszawą z dwojgiem dzieci, a komunikacja była trudna.
Mój młodszy syn wyjechał w 1973 roku na stałe do Niemiec i po kilku latach namówiłam go, aby spowodował zaproszenie naszego chóru do tego kraju. I tak w 1981 roku nasz warszawski chór razem z ówczesnym kaznodzieją – br. Piaseckim, pojechał na zaproszenie do Niemiec. Pojechali autokarem, a na miejscu syn zajął się zakwaterowaniem. W Monachium zaśpiewali w trzech zborach, i o ile pamiętam też zaśpiewali Alleluja. Wszędzie przyjmowani byli owacyjnie i po królewsku. Zaśpiewali łącznie w 21 zborach na terenie Niemiec.
Po ogłoszeniu stanu wojennego chór się rozsypał. Bardzo tego żałowałam. Żaden zespół, ani bicie w bębny nie dorównują chóralnym śpiewom. Marzyłam i modliłam się o to, aby chór znowu powstał. Bóg pozwolił mi dożyć tej radosnej chwili, że mogę znów cieszyć się i słuchać śpiewu naszego chóru, który ma tak długa historię. Obecnie jest on prowadzony przez siostrę Danutę Marcyniak. I za to dziękuję Bogu.                               
Alicja Leibrandt

Copyright © 2010 www.baptysci.waw.pl. All Rights Reserved.